DWL - Wiara Lecha
„Od Lecha do DWL” – kwestionariusz Michała Pecolda!
Drużyna Wiary Lecha
Autor: Drużyna Wiary Lecha
16/02/2017
Swojego pierwszego meczu Lecha czy pierwszego wyjazdu na pewno nigdy nie zapomni. Choć obecnie przechodzi dość trudny okres, to nie zamierza się tak łatwo poddać. Czas na rozmowę z Michałem Pecoldem!

Klaudia Kaźmierczak: Słyszysz Lech Poznań. Co myślisz?

 

Michał Pecold (bramkarz): Pierwsza miłość.

 

KK: Pamiętasz swój pierwszy mecz przy Bułgarskiej?

 

MP: Mecz derbowy z Groclinem przegrany 2:0. Był to chyba Puchar Ekstraklasy.

 

KK: Kto zabrał ciebie na stadion?

 

MP: Na mecz zabrał mnie mój brat, za co jestem mu wdzięczny. Było to po turnieju halowym, a on w ramach niespodzianki zabrał mnie na stadion. Cieszyłem się jak głupi. Mimo porażki czułem się szczęśliwy będąc na meczu, usłyszeć doping ze starego Kotła oraz zobaczyć wielkie jupitery na żywo. Niezapomniany widok.

 

KK: Którego meczu Lecha nigdy nie zapomnisz?

 

MP: Meczu z Austrią Wiedeń.. Widok wiary płaczącej ze szczęścia mówi sam za siebie. Drugim meczem jest mecz w Chorzowie wygranym przez Nas 2:1 bramkę w 90 minucie strzelił Krivets, a w Krakowie na Suchych Stawach w podobnym czasie Jop zagwarantował nam Mistrza, a Cracovii utrzymanie. 

 

KK: Pamiętasz swój pierwszy wyjazd?

 

MP: Mój pierwszy wyjazd był w listopadzie 2010 roku do Chorzowa. Bardzo specyficzny był ten wyjazd.

 

KK: Dlaczego?

 

MP: Wysiadając na stacji Chorzów Batory nie było prawie policji. Udaliśmy się zatem na stadion. Będąc pod stadionem nie było ani policji, ani ochrony! „Były” natomiast otwarte bramy i zasiedliśmy na sektorze. Później spina z szefem ochrony i po paru chwilach awantura z ochroną. Zostaliśmy wyrzuceni z sektora gości za pomocą gazu i pałek teleskopowych. Wielu chłopaków zostało wtedy mocno spałowanych… i wróciliśmy do śluzy, miejscem przed kołowrotkami. Tam pozamykali bramy na łańcuchy i mogliśmy nadsłuchiwać zbliżające się posiłki policji. Na mecz nie weszliśmy, a jeszcze w pierwszej połowie udaliśmy się do bany.

 

KK: Słyszysz DWL. Co myślisz?

 

MP: Duma, Wiara, Lojalność! Specyficzna grupa ludzi, którą łączy pasję do piłki oraz wyjazdy za swoim ukochanym klubem. Więcej dopisywać nie muszę, bo nie chce kopiować słów chłopaków.

 

KK: Jak trafiłeś do Wiary Lecha?

 

MP: Do Wiary Lecha trafiłem dzięki WL Lidze oraz kapitanowi mojej drużyny Mateuszowi Sipurze. Dobre mecze oraz krótka pogawędka z nim zaowocowała, że mogłem pogadać z Piestrzynem na temat gry w DWL.

 

KK: Pamiętasz swój debiut w DWL?

 

MP: W sierpniu zeszłego roku mecz z Vitcovią Witkowo. Wygraliśmy 3:0, więc mogłem być zadowolony z czystego konta w moim debiucie.

 

KK: Który moment w historii DWL był najtrudniejszy?

 

MP: Dopiero latem doszedłem do chłopaków, lecz bez wątpienia mecz w Gnieźnie. Jednym słowem katastrofa. Każdemu z Nas mecz nie wyszedł, a ja musiałem wyciągać pięciokrotnie piłkę z siatki. Dla mnie osobiście najtrudniejszym momentem jest kontuzja kolana, którą leczę od października. Na całe szczęście jestem już po artroskopii kolana, teraz pozostaje rehabilitacja i nic innego jak ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Może załapię się na końcówkę sezonu.

 

KK: Najlepszy mecz w barwach DWL?

 

MP: Mam nadzieję, że dopiero nastąpi.

 

KK: Co może osiągnąć DWL w obecnym sezonie?

 

MP: Do ostatniej sekundy będziemy bić się o awans. Dopóki piłka w grze to wszystko jest możliwe.

 

KK: Czym jest dla Ciebie gra z kolejowym herbem na piersi?

 

MP: Spełnieniem marzeń z dzieciństwa. Już będąc gzubem dumnie chodziło się pograć w piłkę w koszulce Lecha, z 12-tka na plecach. Teraz mam taką możliwość, więc nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się i robić wszystko by gra z kolejowym herbem była dla mnie honorem.

Grupy: Z klubu