Drużyna Wiary Lecha
Autor: Drużyna Wiary Lecha
09/02/2017
Choć zalicza się jeszcze do młodzieżowców, to między słupkami spisuje się bardzo dobrze. Zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy z Robertem Kaczmarkiem!

Klaudia Kaźmierczak: Słyszysz Lech Poznań. Co myślisz?

 

Robert Kaczmarek (bramkarz): Wielki klub, najlepsi kibice, niezapomniana atmosfera.

 

KK: Pamiętasz swój pierwszy mecz przy Bułgarskiej?

 

RK: Mój pierwszy mecz hmm… Nie pamiętam z kim, lecz pamiętam co się wtedy wydarzyło. Aktualny stadion był dopiero w budowie, szliśmy z Tatą i bratem na mecz. Chcieliśmy kupić bilety w kasie, ale ich już nie było. Oprócz nas było spore grono osób, które również chciało obejrzeć spotkanie. Aktualny Kocioł był dopiero w budowie, który był za jedną dużą bramą wejściową. Spora część osób  próbowała wyłamać bramę i zwyczajnie wejść na trybunę, by oglądać spotkanie. Po chwili brama się wyłamała i duża liczba osób weszła na aktualny Kocioł i obejrzała spotkanie. Dokładnej daty nie pamiętam ale wiem, że było to lato prawdopodobnie 2006r.

 

KK: Kto zabrał ciebie na stadion?

 

RK: Na moje pierwsze mecze na stadion zabierał mnie Tata.

 

KK: Którego meczu Lecha nigdy nie zapomnisz?

 

RK: Mecz z Udinese – 19 luty 2009r. Znajomy w szkole podstawowej zaproponował mi abym z nim wyprowadzał zawodników na tym meczu, i stało się. Zbiórkę mieliśmy 2 lub 3 godziny przed meczem. Tam dostaliśmy dresy, był omówiony plan wyprowadzenia zawodników oraz reszta szczegółów. Wtedy udało mi się wyjść z Wojtkowiakiem za rękę, zaraz za Ivanem Turiną. Następnie dołączyłem do brata na trybuny. Jeżeli chodzi o mecze typowo piłkarskie to rok później mecz z Manchesterem City u nas 3:1. Kawał historii na pewno dla poznańskiego Lecha. Pozdro Frycek!

 

KK: Pamiętasz swój pierwszy wyjazd?

 

RK: Nigdy przed dołączeniem do DWL nie jeździłem na wyjazdy, mój Tata nigdy nie był na tyle zagorzałym kibicem Lecha, aby jeździć na po całej Polsce. Mój pierwszy wyjazd to był ten do Krakowa na mecz przyjaźni z Cracovią, gdzie dostaliśmy mocne baty 5:2, a pierwszą bramkę strzelił Kapustka już w pierwszej minucie meczu - październik 2015.

 

KK: Słyszysz DWL. Co myślisz?

 

RK: Pierwsze co przychodzi mi do głowy to piosenka Krzycha „DWL”, która wyjaśnia wszystko. A dla mnie jest to grupa ludzi, która wiem, że zawsze w potrzebie za mną stanie. Jest jak rodzina na, którą można zawsze liczyć. Drużyna z wielkim charakterem i niespotykaną ambicja, która zawsze dąży do swoich celów. Atmosfera, która panuje w drużynie jest nie do opisania. Żeby to poczuć trzeba to przeżyć samemu. Myślę, że wiele drużyn może nam tylko zazdrościć atmosfery.

 

KK: Jak trafiłeś do Wiary Lecha?

 

RK: Dość śmieszna historia i mogę powiedzieć, że przypadkiem. Grałem w Juniorach Starszych jako zawodnik w polu i w poznańskich ligach broniłem rekreacyjnie i raczej dla zabawy. Paweł na WL Lidze wyszedł z inicjatywą zrobienia drużyny WL Ligi na mecze PP. Wtedy miałem 16 lat i wiedziałem, że mogę występować już w seniorach i zgłosiłem się do Pawła, że byłbym chętny na ewentualną grę w reprezentacji WL Ligi. Przypadkiem, któregoś dnia spotkałem Pawła w tramwaju, wymieniliśmy parę zdań i zaproponował mi czy nie chciałbym spróbować swoich sił w drużynie seniorskiej, która występowała wtedy w A klasie. Przyszedłem na swój pierwszy trening, gdzie byłem jednym z najmłodszych czy najmłodszy na treningu. Miałem wiele obaw jak grono osób, która jest wiele starsze ode mnie przyjmą dzieciaka pod swoje skrzydła. Jednak wszystko poszło bardzo sprawnie. Przyjęli mnie jak równego sobie, a następnie, aktualny wtedy bramkarz Przemek wdrożył mi zasady jakie panują oraz jak wygląda drużyna od „zaplecza”. Lepiej tego sobie wyobrazić nie mogłem.

 

KK: Pamiętasz swój debiut w DWL?

 

RK: Szczerze to średnio. Pierwszy raz dostałem kilkanaście minut w meczu, który zdominowaliśmy, chyba był to mecz z Arką Kiekrz, lecz nie jestem pewien (z LKS Kicin, 7:0 – przyp. red.). Na pewno nie był to mój wymarzony debiut.

 

KK: Który moment w historii DWL był najtrudniejszy?

 

RK: Odejście starego trenera. Przed końcem jego pracy w naszych barwach, był duży problem z frekwencją na treningach, co powodowało, że nasze wyniki był też słabe. Po prostu lokomotywa nie szła do przodu i było coś nie tak. Rozstanie było trudne, gdyż prowadził on drużynę od samego początku, z która zrobił 2 awanse.

 

KK: Najlepszy mecz w barwach DWL?

 

RK: Mam nadzieje, że ten mecz jest dopiero przede mną. W mojej opinii zagrałem kilka dobrych spotkań, gdzie obroniłem cenne punkty np. ostatni nasz mecz z Concordią Murowaną Goślina czy w poprzednim sezonie z Polonią Poznań. Mecz, który najbardziej zapadnie mi w pamięci to derby Poznania i mecz z TPS-em na ich stadionie. Wymarzony mecz! Kibice, oprawa, race, doping tylko wynik niestety remisowy. Nigdy tego meczu nie zapomnę!

 

KK: Co może osiągnąć DWL w obecnym sezonie?

 

RK: Liczę na awans. Wiem, że będzie to ciężkie, musimy zagrać swoje i liczyć na potknięcia Mieszka Gniezno, który ma siedem punktów przewagi nad nami. Dopóki piłka w grze wszystko się może zdarzyć. Absolutne minimum to podium!

 

KK: Czym jest dla Ciebie gra z kolejowym herbem na piersi?

 

Dla mnie spełnienia marzeń. Wiem, że wiele osób marzy o tym by móc zagrać z kolejowym herbem. Jest to dla mnie duże wyróżnienie i motywacja by nigdy nie zawieść na boisku.

 

Grupy: Z klubu