Karol Jaroni
Autor: Karol Jaroni
31/07/2017
Kilka dni po jesiennym meczu z Mieszkiem Gniezno złapał bardzo poważną kontuzję, która zabrzmiała jak wyrok - zerwany przyczep więzadeł krzyżowych w kolanie. 21-latek przeszedł operację i kilkumiesięczną rehabilitację, by wrócić na piłkarskie boisko. Michał Pecold, bo o nim mowa, zagrał w pierwszym meczu po blisko dwustu dniach przerwy. Na razie tylko w sparingu, ale jak sam zdradza, ma ambitne plany na najbliższy sezon.

KJ: Jak sam wyliczyłeś, od ostatniego Twojego występu minęło niemal 200 dni. Czujesz już pełen komfort pomiędzy słupkami? 

 

MP: O komforcie jak na razie mogę sobie tylko pomarzyć. Niestety, ale zapobiegawczo będę występował narazie w meczach kontrolnych, a później mam nadzieję ligowych w ortezie. Co prawda, przeszkadza mi w wykonywaniu naturalnych ruchów kolana, ale czuję się w niej bezpiecznie. Wracając do pytania, mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, że mogłem wrócić znów na boisko i miejmy nadzieję, że wszystko będzie teraz dobrze. 

 

Po tak poważnej kontuzji trudno jest wrócić do pełnej sprawności fizycznej ale i komfortu psychicznego. Najważniejsze dla Ciebie jest teraz łapać kolejne minuty w sparingach? 

 

Kontuzja kolana, a w szczególności więzadeł, to zmora dla wszystkich osób, które uprawiają różnego rodzaju sporty. Nie jest to łatwe, gdy musisz oczekiwać na zabieg niczym na skazanie i nie możesz totalnie nic robić. Szkoda, bo w tamtej rundzie czułem się naprawdę dobrze jeżeli chodzi o formę sportową.

 

Co dla mnie jest najważniejsze? Aktualnie to powrót na pełnych obrotach na treningi i gra w sparingach.  Wiem, że to tylko kwestia pewności siebie i pracy nad sobą, by wrócić do optymalnej dla siebie dyspozycji z zeszłego sezonu. 

 

Oprócz Ciebie przygotowania do sezonu wznowiło jeszcze trzech innych bramkarzy, a więc konkurencja jest ogromna. Odpowiada Ci taka rywalizacja? 

 

Szczerze mówiąc,  gdy miałem kontuzję, to za wszelką cenę chciałem wrócić między słupki. Obserwowałem grę Roberta, a od zimowej przerwy i rundy rewanżowej grę Daniela, po prostu nie mogąc się doczekać stricte sportowej rywalizacji. 
Oczywiście jest jeszcze Adam, który wyczekiwał cierpliwie na swoją szansę i takową dostał, pokazując, że też nie odpuści w walce o miano pierwszego bramkarza DWL.  W przerwie letniej doszedł nowy bramkarz, który również będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Rywalizacja jest więc naprawdę ogromna, lecz każdemu z nas bardzo się przyda i zadziała motywująco. Teraz każdy z naszej czwórki będzie starał się przekonać trenera do tego, by na niego postawić. 

 

Z końcem ubiegłego sezonu ukończyłeś wiek młodzieżowca (młodzieżowcem jest zawodnik nie starszy niż 21 lat - przyp.red.). Czujesz, że utraciłeś tym samym, co by nie mówić, swój atut, czy jesteś spokojny, że wszelkie niedogodności nadrobisz swoją postawą na boisku? 

 

Zgadza się, trochę się tym martwiłem, ponieważ przed przystąpieniem do okresu przygotowawczego nie mieliśmy zbyt dużo młodzieżowców. Do tego dochodzi fakt, że z młodzieżowców pozostali tylko bramkarze - Robert, który bronił i Daniel który broni do teraz. Na całe szczęście doszło kilku wartościowych chłopaków, którzy spełniają ten status, więc każdy z nas ma czystą kartę i nie pozostaje nic innego jak ciężka praca i pot wylany na treningach. Trener będzie miał spory ból głowy, na kogo postawić i oby patrzył na nas przez pryzmat sportowej rywalizacji, a nie przez pryzmat wieku. 

 

Cel drużyny nie ulega zmianie - mistrzostwo okręgówki. Masz jakiś swój osobisty cel na nadchodzący sezon?

 

Niewątpliwie jesteśmy faworytem. W zeszłym sezonie zostaliśmy wiceliderem rozgrywek, a przez nasze głupio potracone punkty Mieszko miał ułatwione zadanie w awansie do 4 ligi. W tym sezonie mam nadzieję, że będziemy mądrzejsi i nie będziemy tracić głupio punktów. Nie możemy sobie przedwcześnie dopisywać 3 punkty i frajersko remisować przez lekceważenie przeciwnika.
Moim osobistym celem to najpierw powrót do treningów z pełnym obciążeniem i walka o skład. Rywalizacja zapowiada się ciekawie i zobaczymy który z nas będzie bronił. Najważniejsze jednak jest dobro całej drużyny.